Internet ma to do siebie, że bardzo łatwo rozpętać w nim jakąś wojenkę. Wszelkie media tak mają, ale Internet ma dzisiaj znacznie większy zasięg i potencjał niż TV czy radio albo prasa. Jest coraz więcej ludzi, którzy w ogóle telewizji nie oglądają, w radiu nie słuchają niczego poza muzyką a prasę czytają okazjonalnie, lub sięgają jedynie po gazety fachowe. Tak więc Internet stał się mocną konkurencją dla "tradycyjnych mediów", które - jak sądzę - poczuły się zagrożone. Tradycyjne dziennikarstwo przestało mieć już to magiczne znamię, stygmat kreowania świata, wydarzeń i osądu tych wydarzeń. Dzisiaj każdy może komentować najnowsze wydarzenia na bieżąco na swojej stronie, blogu, forum czy w formie video lub podcastów. Konkurencja ta z roku na rok, a może nawet z miesiąca na miesiąc, znacząco rośnie w siłę i mości sobie legowisko w tym kącie jaskini, który do tej pory był zarezerwowany jedynie dla szkolonych dziennikarzy. W tej właśnie obawie konkurencji, upatruję ostatnie ataki czwartej władzy na Internet jako siedlisko chamstwa i wszelakiej rozpusty moralnej.
Niezorientowanych odsyłam do poniższych - internetowych, a jakżeby inaczej - "źródełek" (im niżej tym treści mniej bezpośrednio związane z tematem, jednak jakoś tam na niego oddziałujące i warte zapoznania się):Tutaj znajdziecie aż nadto informacji o co wszystko poszło, kto jest za, kto przeciw a kto parszywym komuchem. Ja jednak chciałem pokusić się o własny komentarz dotyczący całej tej sprawy. Tuszę sobie, że może uda mi się ująć cały ten "problem" ze wszystkich możliwych stron i oświetlić go tak bardzo jak to tylko możliwe.
OgólnikiDiagnoza
Czwarta władza, według mnie, zawsze będzie przesiąknięta atmosferą skandalu i wulgarności, bo skandal i wulgarne opinie gwarantują czytelników/słuchaczy/widzów a tym samym przychody z reklam. Nie można oczekiwać, że inaczej będzie po przeniesieniu się do środowiska wirtualnego. Tak więc eCh@mstwo nie jest wcale większe niż chamstwo drukowane w codziennej prasie czy puszczane w eter z radia lub telewizji. Treści jakie znajdziemy w Sieci będą tak różne jak ludzie, którzy je tworzą, a ponieważ Sieć umożliwia praktycznie każdemu publikację czegoś - począwszy od całego artykułu a skończywszy na komentarzu, rozpiętość w jakości tych publikacji MUSI być ogromna. Sądzę, i nadal podtrzymuję swoją tezę, że wrzucenie wszystkich treści publikowanych w sieci do jednego wora z nazwą "kloaka, pieniactwo i chamstwo" jest niczym nieusprawiedliwione i na dłuższą metę nie do obrony. Takie same chamstwo i pieniactwo można zobaczyć w mediach tradycyjnych, które do tej pory miały monopol na komentowanie wydarzeń wszelakich. A przy okazji, jak już przy mediach tradycyjnych jesteśmy należy zwrócić niechybnie uwagę, także i na to, że media te już dawno straciły swój prawdziwy charakter. Dzisiaj nie uświadczymy gazety czy programu radiowo-telewizyjnego, w którym otrzymamy po prostu reportaż z jakiegoś wydarzenia. Dzisiaj normalne jest, że każde wydarzenie jest oceniane przez dziennikarzy. Oceniane tak, jak sobie tego życzy frakcja, która akurat jest danemu dziennikarzowi, a raczej stacji go zatrudniającej - bliższa. Tak więc odbiorca nie dostaje wiadomości, dostaje ocenę i komentarz do wydarzenia. Nic więc dziwnego, że widz, czytelnik czy słuchacz ma dość i szuka alternatywnych źródeł informacji. Moim zdaniem to też ważne jest, żeby zrozumieć zagrożenie jakie ze sobą niesie Internet dla współczesnych mediów tradycyjnych. Tutaj można przeczytać znacznie więcej interpretacji danego faktu, czy to politycznego, kulturalnego czy ze świata nauki. Szybko i sprawnie poznać zdanie wielu ludzi, a co za tym idzie, zobaczyć, że nie ma tylko jednego prawdziwego wyjaśnienia. A może być ich znacznie więcej i każde może mieć równy ciężar gatunkowy.
Internet to cały nowy świat. Nie można go kontrolować tak, jak nie można kontrolować świata w całości. Można zmieniać pewne miejsca na lepsze, ale nie zmieni się wszystkiego. Tak samo jest z Internetem. To wybór konsumenta Sieci czy odwiedzi Pudelek.pl czy inny serwis i ten wybór należy uszanować. Osobiście na pudelku byłem dwa razy. Raz jak dowiedziałem się, że jeden mój znajomy kolega z branży czyta ten serwis namiętnie, a drugi raz, kiedy to strona internetowa firmy, w której mam przyjemność być jednym z adminów, zmieniła się w "portal internetowy". Ten drugi raz miał mnie tylko uświadczyć w przekonaniu, że tak, nowy portal firmy jest w zasadzie taki sam jak Pudelek. Wolność mamy i mogę wybrać nie tylko to, co mówię czy piszę, ale także i to, co czytam, słucham i oglądam.
Ponieważ na łamach wirtualnych gazet, portali i blogów publikuje się znacznie więcej treści niż w tradycyjnym przekazie medialnym, trafia się tutaj znacznie więcej śmieci. Nie może to dziwić, ponieważ to problem skali. Wydaje mi się, że cała afera jest spowodowana strachem coraz większej ilości dziennikarzy o swój chleb powszedni. Możliwe, że zaczęli oni dostrzegać, że Internet odbiera im palmę pierwszeństwa w komentowaniu rzeczywistości. Internet jest szybszy niż wydanie do druku gazety czy nagranie programu radiowego lub telewizyjnego. Jest też tańszy. Stanowi więc coraz większą i groźniejszą konkurencję. Nie chcę bronić Internetu zupełnie bezrefleksyjnie. Jak już napisałem, Internet nie jest miejscem idealnym. Jest pełen tego wszystkiego, co ludzkie, ponieważ to ludzie go tworzą. Spontaniczny i wybuchowy, musi być miejscami brudny, ciemny, śmierdzący i obdarty. Po to tylko, żeby miejsca pełne blasku, energii, humoru i mądrości mogły tym jaśniej świecić i przyciągać do siebie tych, którzy takiego światła i ciepła łakną. Przede wszystkim Internet jako całość nie może spełniać roli wychowawczej! Nie można o tym zapomnieć i próbować go wtłoczyć w ramy czegoś, co nie jest dla niego dostosowane. Wychowywać ma dom, rodzina i społeczeństwo a nie internetowe społeczności.- Jak z sali operacyjnej przyszłam, to przynieśli mi wieczorem Różyczkę do karmienia. Taka czarnulka, mówię sobie, do ojca podobna. A potem przyszła pani doktor i powiedziała: "O, pani Woźna, byli tam u was w domu sprawdzić, nie macie zanadto zrobione, wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie. Kazali mi się ubrać i wyjść - mówi Wioletta. Opowiada z pewnym trudem, Władysław jej pomaga: - Pojechałem do szpitala, a tam stali tacy panowie i mówią, że mam zabrać tylko żonę. Nie wiedziałem, co robić, my się tego nie spodziewali, ja nie rozumiem... Czy my nie jesteśmy ludzie? Ja życia w sobie teraz nie mam. Jak Różyczkę zabrali, to może i resztę dzieci nam zabiorą?
Co to za państwo, co za sąd i co za sędzina, która pozwala na odebranie dziecka w taki sposób?!
Jak to "wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie"?! To jakaś kpina jest z Temidy.
P.S.
Jednej sprawy jeszcze nie kumam. Dlaczego w ogóle do tych ludzi przyszła jakaś inspekcja? Skoro nie było skarg awantur, policja nie przyjeżdżała co chwila itd.?