Posterous
Marcin is using Posterous to post everything online. Shouldn't you?
00225_thumb
 

W poszukiwaniu prostoty...

...podczas burzy

Polska czarną paczką stoi

Poniższy artykuł wyjaśnia o co chodzi. Przeczytajcie i zadecydujcie czy coś z tym zrobić będziecie chcieli czy nie. Ja złożyłem wniosek do Rzecznika Praw Obywatelskich i napisałem do wyborczej. Moim zdaniem trzeba to nagłośnić tak bardzo jak to tylko możliwe. Takie rzeczy powinny być piętnowane na każdym kroku i karane z całą surowością.

http://www.naszepoloniny.pl/articles.php?id=705

Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego mogło się dziać na naszych oczach i nie było żadnego odzewu ze strony państwa, które podobno gwarantuje każdemu sprawiedliwość. Myślę, że tutaj Internet może się sprawdzić lepiej niż jakiekolwiek państwowe urzędy. Jeśli możecie napisać na swoich blogach w tej sprawie, to nie wahajcie się i piszcie. Jeśli czujecie chęć napisania do Rzecznika - piszcie. Padło na tego policjanta, ale to przecież każdy z nas mógł zostać tak potraktowany. We mnie się zagotowało jak to przeczytałem i uważam, że pan Michalik pokazał prawdziwe oblicze KK.

Zróbmy coś z tym!

Loading mentions Retweet
Filed under  //   bezprawie   Kościół   polityka  
Posted September 18, 2009
// 0 Comments

Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Co dalej?

We wcześniejszym wpisie Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Diagnoza. poruszyłem temat eCh@mstwa oraz zagrożenia jakim się stał Internet dla starych mediów. W dzisiejszym wpisie chciałbym dalej jeszcze zabrnąć w ten temat oraz przyjżeć się możliwościom jakie mamy do wykorzystania w celu poprawienia jakości korzystania z tego nowego medium.

W artykułach oraz wpisach, do których linkowałem w uprzednio, każdy proponował jakieś rozwiązanie tego problemu. Wiele zażartych dyskusji i wiele ciekawych wniosków, dlatego wszystkich tych, którzy tematu nie znają zachęcam do przeczytania tamtych wpisów. Sam przejdę już do dalszej części moich dywagacji.


Metody leczenia Internetu
Skoro wiemy, że choroba faktycznie toczy organizm, można pokusić się o znalezienie na nią lekarstwa.
Propozycji jest kilka.

Cenzura - pomysł, o który chyba wszyscy oskarżają Żakowskiego, wydaje się być raczej kiepski i w ocenie większości nie przyniesie zamierzonych skutków. Gdybyśmy wprowadzili w Polsce jakąś formę ustroju totalitarnego, można by się pokusić o budowę takiej Paradyzji jaką mają w Chinach. Inaczej sobie tego nie wyobrażam. Owszem, cząstkowo, na portalach dużych koncernów medialnych, można cenzurę wprowadzać, nawet uważam, że należałoby to zrobić. Taką cenzurę może też każdy z nas wprowadzić na własnym blogu czy forum, jednak całego Internetu ocenzurować nie sposób. Nawet Wielki Chiński Firewall miewa luki. Oczywiście absolutnie jestem przeciwnikiem takiego totalitarnego rozwiązania. Wolność słowa to nie tylko możliwość gadania wszystkiego co nam ślina na język przyniesie. To także wolność wyboru niesłuchania wszystkiego o czym ludzie gadają czy piszą.

Likwidacja pozornej anonimowości - łatwo bić pianę, pisać idiotyzmy, atakować personalnie swojego adwersarza jeśli ma się złudną wiarę, że i tak z imienia i nazwiska nas do odpowiedzialności nikt nie pociągnie. Dlatego właśnie wprowadzenie przymusowego podawania danych osobowych i ich weryfikacja na największych portalach rozwiązałaby problem takich wulgarnych i po prostu głupich czy obraźliwych komentarzy. Kto nie chce danych ujawniać nie będzie komentował. Proste.
Oczywiście wcale takie proste to nie jest. Pojawi się problem z przechowywaniem danych osobowych i inne takie, jednak portale sponsorowane przez duże koncerny medialne nie powinny mieć z tym większego problemu. Mniejszym graczom nadal zostanie cenzura i inne metody walki z grubiaństwem i prostactwem. Pojawi się jeszcze jeden problem z tym związany. Weryfikacja takich danych. To musi chwilę potrwać, natomiast osoba, która zechce się zarejestrować, bo chce skomentować jakiś jeden news będzie musiała czekać ze dwa dni zanim jej konto przejdzie pełną autoryzację. Co za tym idzie news i dyskusja pod nim będą już stare i nieaktualne. Tak więc ta metoda, mimo, że wyglądająca dość dobrze, szczególnie z punktu widzenia dużych firm medialnych prowadzących własne portale informacyjne, ma jeden wielki minus. Spadek temperatury w komentarzach pod newsami a co za tym idzie spadek ilości kliknięć, więc i spadek przychodów z reklam.
Można więc śmiało stwierdzić, że kolejne lekarstwo zbyt gorzkie do przełknięcia dla tych, na których portalach największe eCh@mstwo gości.

Moderacja wpisów i komentarzy - chyba najstarszy sposób poprawiania jakości treści publikowanych w Sieci. Sprawdza się dobrze na małych i średnich portalach, jednak podatny jest na manipulacje i łatwo przekracza granice dzielące go z cenzurą. Jest też dość kosztowny jeśli potrzebujemy zatrudnić kilkuset moderatorów, którzy będą pracować 8h dziennie. Moderacja, ponieważ przeprowadzana przez człowieka o określonych poglądach na dany temat, łatwo może stać się cenzurą, która nie dba o to, aby przestrzegane było prawo, tylko polityczna poprawność. Automatyzacja moderacji też nie jest rozwiązaniem wszelkich problemów. O ile można pokusić się o automatyczne wycinanie "brzydkich" słów, o tyle nic nie poradzimy na bardziej abstrakcyjne treści, które każdy może zbudować w zdania.

Nie robić nic odgórnie. Wszystko pozostawić tak jak jest - licząc na to, że Internet jest samoregulującym się środowiskiem, które będąc młode musi się "wypryszczyć", po to aby w wieku dojrzałym pokazać się jako zrównoważony organizm zdatny do współpracy na wielu poziomach.
No cóż, ta propozycja wydaje mi się najmniej właściwa. Internet nie jest ciągłością. Składa się z wielu oddzielnych "obrazów", które w różny sposób, mniej lub bardziej oddziałują na siebie. Jedne jego fragmenty są ostoją chamstwa i idiotycznych komentarzy (patrz komentarze na onecie czy pudelku) inne znowuż pokazują klasę jakiej nie znajdziecie w papierowych gazetach czy kolorowych magazynach. Oczywiście pomiędzy tymi skrajnościami jest całe spektrum różnorodności i bogactwa, co stanowi o sile Internetu.
Nic-Nie-Robienie nie przyniesie żadnego efektu. W Sieci zawsze znajdą się osoby, dla których sukces innych jest powodem do złośliwych uwag, a czyjaś pomyłka zachęca do kopania leżącego. Tego nie zmieni ani cenzura, ani likwidacja anonimowości.

Edukacja społeczeństwa - o ile trzy pierwsze rozwiązania mogą zadziałać, ale tylko w kilku dość drobnych obszarach Internetu (no, chyba że ulegnie zmianie ustrój tego kraju), o tyle edukacja społeczeństwa powinna się sprawdzić na dłuższą metę w całej internetowej rozciągłości.
Nie chodzi mi tu o kształcenie przyszłych "informatyków" czy geeków komputerowych. Należy raczej nasycić przestrzeń społeczną informacją, że Internet nie jest śmietnikiem i tak jak wstyd jest pisać na murach wulgarnych czy idiotycznych napisów, tak wstydem jest pokazywać swoją degradację intelektualną w Sieci. Skoro jadąc autobusem nie plujesz na ludzi i nie wyzywasz nikogo, to dlaczego masz to robić w przestrzeni wirtualnej?
To rozwiązanie, którego wdrożenie zajmie najwięcej czasu, ale chyba najlepiej poradzi sobie ze zmniejszeniem ilości negatywnych i nagannych zachowań w świecie online, który codziennie budujemy. To lekarstwo w połączeniu z ograniczoną cenzurą, likwidacją anonimowości i ostrożną moderacją na niektórych serwisach powinno dać dobre rezultaty. Ta edukacja to oczywiście nie tylko szkoła, ale dom, społeczności w jakiś się obracamy i co najważniejsze media wszelakiego rodzaju. Przecież chamstwa nie uczymy się tylko z internetowych for dyskusyjnych. Powiem więcej, na te fora trafiamy już z wyrobionym przez życie językiem i zasobem słów oraz pewną wrażliwością lub jej brakiem. To media codzienne, które nas atakują chamskimi politykami dyskutującymi ze sobą w sposób, jaki możemy usłyszeć na Dworcu Centralnym między policjantami a pijanymi bezdomnymi. To prostackie reklamy, które dostosowują swój target do najprostszych podniebień, sprowadzają wszystkich odbiorców do wspólnego, najniższego mianownika. Tak więc "edukacja" o jakiej mówię, jest czymś poważniejszym niźli tylko odrobieniem lekcji, czy przeczytaniem zadanej lektury. Dzisiaj społeczeństwo nie chce już wychowywać ani nauczać, bo przecież wszystkie wartości są równe i wszelkie prawdy tak samo silne, skoro nie można nikomu powiedzieć, że się myli bo nie ma dowodów na poparcie swoich tez. Każdy zwala obowiązek edukowania na innych, na państwo, kościół, nauczycieli. Zapominamy jednak, że świat się zmienia i "tradycyjne" metody przestają spełniać swoje funkcje.


Podsumowując
Życie online dopada każdego i jest bardzo proste, w związku z czym ułatwia aktywne w nim uczestniczenie. Skoro "każdy może", musimy się liczyć z tym, że eCh@mstwo zagościło na onlinowych murach na zawsze. Bezsprzecznym plusem przemawiającym na korzyść Sieci jest to, że każdy może do woli wybierać, z którego muru będzie czytał. W życiu offline nie jest aż tak łatwo ominąć niechciane treści.
Oczywiście cała dywagacja o "złym Internecie" ma swoje korzenie w przemianach jakie ten Internet wywołuje. Niszczy on stary, dobry porządek, co nie podoba się tym, którzy z tego porządku czerpią profity. Powoli zmienia się sposób przekazywania informacji do społeczeństwa. Nadawanie informacji w jedną stronę, bez czekania na odzew to przeżytek, który odchodzi do lamusa. Dla tych, którzy do tej pory dzielili ludzi na nadających (czyli siebie) i odbiorców (czyli całą resztę), jest sporą trudnością zmiana tego modelu. Stąd chęć oczernienia i zdyskredytowania nowego medium, które z miesiąca na miesiąc coraz mocniej zagraża zastanym prawom i porządkom. Dyskusja wchodzi na inne poziomy, obce dziennikarzom zaznajomionym jedynie z tradycyjnym sposobem prowadzenia kontrolowanego wywiadu czy drukowaniem listów od czytelników. Nic dziwnego, że nawet ludzie, którzy nie są zawodowo związani z "tradycyjnymi mediami" rzucają się w takich dyskusjach na "zły i grzeszny Internet", dostrzegając w nim niezrozumiałą i bezrozumną bestię, która uderzając na oślep, bez żadnej kontroli niszczy to, co było budowane przez całe ich życie. I tutaj właśnie powinna częściowo pomóc edukacja. Pokazanie, że to wcale nie jest taka bezrozumna i na oślep bijąca bestia, że da się z nią współżyć i korzystać z jej siły i temperamentu. Że zwyczajnie da się ją poskromić a nawet polubić.

Obserwując walkę mediów tradycyjnych z nową przestrzenią medialną jaką jest Internet nasunął mi się jeszcze jeden drobny, i lekko złośliwy wniosek:

Chodzi o to, że jak klnie czy obraża jakiś redaktor z TV czy radio to ok, bo jemu można bo ma cięty język i lubi ostrą dyskusję. Natomiast jak obraża czy klnie jakiś internauta to już źle. Wtedy to jest chamstwo i drobnomieszczaństwo.


Kilka kolejnych linków poruszających podobne tematy do poczytania:
Gazety i magazyny umierają stojąc.
Cały naród walczy z chamstwem.
Stuknij się w WEB 2.0
Wielki Internetowy Przekręt.

Strona próbująca walczyć z eCh@mstwem:
Internet Bez Chamstwa

Loading mentions Retweet
Filed under  //   cenzura   chamstwo   internet   media   polityka  
Posted August 19, 2009
// 0 Comments

Znak naszych czasów

Lekki teledysk, ale daje do myślenia:

Loading mentions Retweet
Posted August 18, 2009
// 0 Comments

We Didn't Start the Fire

Loading mentions Retweet
Posted August 17, 2009
// 0 Comments

Sodomia iGomoria Panie ten Internet. Diagnoza.

Internet ma to do siebie, że bardzo łatwo rozpętać w nim jakąś wojenkę. Wszelkie media tak mają, ale Internet ma dzisiaj znacznie większy zasięg i potencjał niż TV czy radio albo prasa. Jest coraz więcej ludzi, którzy w ogóle telewizji nie oglądają, w radiu nie słuchają niczego poza muzyką a prasę czytają okazjonalnie, lub sięgają jedynie po gazety fachowe. Tak więc Internet stał się mocną konkurencją dla "tradycyjnych mediów", które - jak sądzę - poczuły się zagrożone. Tradycyjne dziennikarstwo przestało mieć już to magiczne znamię, stygmat kreowania świata, wydarzeń i osądu tych wydarzeń. Dzisiaj każdy może komentować najnowsze wydarzenia na bieżąco na swojej stronie, blogu, forum czy w formie video lub podcastów. Konkurencja ta z roku na rok, a może nawet z miesiąca na miesiąc, znacząco rośnie w siłę i mości sobie legowisko w  tym kącie jaskini, który do tej pory był zarezerwowany jedynie dla szkolonych dziennikarzy. W tej właśnie obawie konkurencji, upatruję ostatnie ataki czwartej władzy na Internet jako siedlisko chamstwa i wszelakiej rozpusty moralnej.

Niezorientowanych odsyłam do poniższych - internetowych, a jakżeby inaczej - "źródełek" (im niżej tym treści mniej bezpośrednio związane z tematem, jednak jakoś tam na niego oddziałujące i warte zapoznania się):

Tutaj znajdziecie aż nadto informacji o co wszystko poszło, kto jest za, kto przeciw a kto parszywym komuchem. Ja jednak chciałem pokusić się o własny komentarz dotyczący całej tej sprawy. Tuszę sobie, że może uda mi się ująć cały ten "problem" ze wszystkich możliwych stron i oświetlić go tak bardzo jak to tylko możliwe.

Ogólniki
Nie da się powiedzieć, że Internet jest tylko kloaką jakąś, a prawdziwe media, tradycją żyjące są ostoją przyzwoitości i dobrego smaku. To byłoby kłamstwo i plucie w twarz wszystkim tym, którzy tworzą treści wartościowe i głębokie. Komentują i reagują na wydarzenia, które mają znaczenie niejednokrotnie większe niźli to, co akurat jest na telewizyjnej wokandzie rozstrzygane, a co znaczenia dla szarego obywatela często nie ma żadnego. (Bo kogóż interesuje czy jeden polityk obraził drugiego, skoro i tak codziennie się ciągle wzajemnie opluwają?) Zgodzić się jednak nie trudno, że w Sieci chamstwo jest bardzo widoczne, ale nie dlatego, że większość Internautów to gbury i ludzie sfrustrowani.. Łatwo jest w Internecie zaistnieć a im bardziej coś kontrowersyjne, tym mocniej widoczne, to reguła obowiązująca tak samo w "starych mediach". Każdy może w łatwy sposób się tutaj wypowiedzieć i często jego wypociny trafiają do szerszego grona odbiorców, właśnie z powodu tej powszechności i ogólnej szerokiej dostępności Internetu.
Czy to źle?
Na pewno dobrze nie jest, że są ludzie, którzy wykorzystując wolność panującą w świecie wirtualnym, kalają ją chamskim i nieeleganckim zachowaniem. Obrażają wszystkich dookoła i pokazują, że nie mają tak naprawdę nic do powiedzenia. Nie można się jednak spodziewać, że chodząc po dużym mieście spotkamy tylko osoby kulturalne, pięknie się wyrażające, czyste, wyperfumowane i uśmiechnięte. Sieć stała się takim ogromnym miastem , w  którym spotkać można całą masę ludzi. Zarówno meneli, jak i profesorów, dresów jak i zwykłych ludzi. Nasza codzienna aktywność sieciowa pozostawia także większy ślad i więcej mówi o nas niźli podróż zatłoczonym autobusem czy samotne godziny spędzone w korku każdego kolejnego dnia, gdy jedziemy do pracy i z niej wracamy. To jest przekleństwo jak i zarazem błogosławieństwo wirtualnej metropolii jaką codziennie budujemy. Zatem czy faktycznie istnieje jakiś poważny problem ch@mstwa w sieci? Czy faktycznie Web 2.0 zabija wyższą kulturę?

Diagnoza
Czwarta władza, według mnie, zawsze będzie przesiąknięta atmosferą skandalu i wulgarności, bo skandal i wulgarne opinie gwarantują czytelników/słuchaczy/widzów a tym samym przychody z reklam.
Nie można oczekiwać, że inaczej będzie po przeniesieniu się do środowiska wirtualnego. Tak więc eCh@mstwo nie jest wcale większe niż chamstwo drukowane w codziennej prasie czy puszczane w eter z radia lub telewizji. Treści jakie znajdziemy w Sieci będą tak różne jak ludzie, którzy je tworzą, a ponieważ Sieć umożliwia praktycznie każdemu publikację czegoś - począwszy od całego artykułu a skończywszy na komentarzu, rozpiętość w jakości tych publikacji MUSI być ogromna. Sądzę, i nadal podtrzymuję swoją tezę, że wrzucenie wszystkich treści publikowanych w sieci do jednego wora z nazwą "kloaka, pieniactwo i chamstwo" jest niczym nieusprawiedliwione i na dłuższą metę nie do obrony. Takie same chamstwo i pieniactwo można zobaczyć w mediach tradycyjnych, które do tej pory miały monopol na komentowanie wydarzeń wszelakich. A przy okazji, jak już przy mediach tradycyjnych jesteśmy należy zwrócić niechybnie uwagę, także i na to, że media te już dawno straciły swój prawdziwy charakter. Dzisiaj nie uświadczymy gazety czy programu radiowo-telewizyjnego, w którym otrzymamy po prostu reportaż z jakiegoś wydarzenia. Dzisiaj normalne jest, że każde wydarzenie jest oceniane przez dziennikarzy. Oceniane tak, jak sobie tego życzy frakcja, która akurat jest danemu dziennikarzowi, a raczej stacji go zatrudniającej - bliższa. Tak więc odbiorca nie dostaje wiadomości, dostaje ocenę i komentarz do wydarzenia. Nic więc dziwnego, że widz, czytelnik czy słuchacz ma dość i szuka alternatywnych źródeł informacji. Moim zdaniem to też ważne jest, żeby zrozumieć zagrożenie jakie ze sobą niesie Internet dla współczesnych mediów tradycyjnych. Tutaj można przeczytać znacznie więcej interpretacji danego faktu, czy to politycznego, kulturalnego czy ze świata nauki. Szybko i sprawnie poznać zdanie wielu ludzi, a co za tym idzie, zobaczyć, że nie ma tylko jednego prawdziwego wyjaśnienia. A może być ich znacznie więcej i każde może mieć równy ciężar gatunkowy.

Internet to cały nowy świat. Nie można go kontrolować tak, jak nie można kontrolować świata w całości. Można zmieniać pewne miejsca na lepsze, ale nie zmieni się wszystkiego. Tak samo jest z Internetem. To wybór konsumenta Sieci czy odwiedzi Pudelek.pl czy inny serwis i ten wybór należy uszanować. Osobiście na pudelku byłem dwa razy. Raz jak dowiedziałem się, że jeden mój znajomy kolega z branży czyta ten serwis namiętnie, a drugi raz, kiedy to strona internetowa firmy, w której mam przyjemność być jednym z adminów, zmieniła się w "portal internetowy". Ten drugi raz miał mnie tylko uświadczyć w przekonaniu, że tak, nowy portal firmy jest w zasadzie taki sam jak Pudelek. Wolność mamy i mogę wybrać nie tylko to, co mówię czy piszę, ale także i to, co czytam, słucham i oglądam.

Ponieważ na łamach wirtualnych gazet, portali i blogów publikuje się znacznie więcej treści niż w tradycyjnym przekazie medialnym, trafia się tutaj znacznie więcej śmieci. Nie może to dziwić, ponieważ to problem skali. Wydaje mi się, że cała afera jest spowodowana strachem coraz większej ilości dziennikarzy o swój chleb powszedni. Możliwe, że zaczęli oni dostrzegać, że Internet odbiera im palmę pierwszeństwa w komentowaniu rzeczywistości. Internet jest szybszy niż wydanie do druku gazety czy nagranie programu radiowego lub telewizyjnego. Jest też tańszy. Stanowi więc coraz większą i groźniejszą konkurencję. Nie chcę bronić Internetu zupełnie bezrefleksyjnie. Jak już napisałem, Internet nie jest miejscem idealnym. Jest pełen tego wszystkiego, co ludzkie, ponieważ to ludzie go tworzą. Spontaniczny i wybuchowy, musi być miejscami brudny, ciemny, śmierdzący i obdarty. Po to tylko, żeby miejsca pełne blasku, energii, humoru i mądrości mogły tym jaśniej świecić i przyciągać do siebie tych, którzy takiego światła i ciepła łakną.

Przede wszystkim Internet jako całość nie może spełniać roli wychowawczej! Nie można o tym zapomnieć i próbować go wtłoczyć w ramy czegoś, co nie jest dla niego dostosowane. Wychowywać ma dom, rodzina i społeczeństwo a nie internetowe społeczności.
Żebyśmy mogli przystąpić do dalszej dyskusji musimy o tym wszystkim pamiętać i ciągle brać poprawkę na to, że Internet nie jest czymś, czym da się z góry sterować nie zabijając siły, która go tworzy.

Ponieważ wpis ten rozrósł się powyżej rozsądnego rozmiaru, który byłby do przełknięcia w jednym kawałku zmuszony jestem podzielić go na co najmniej dwie części. Tak więc niedługo część druga - proponowane metody leczenia Internetu.

Loading mentions Retweet
Filed under  //   cenzura   chamstwo   internet   media   polityka  
Posted August 16, 2009
// 0 Comments

Na co dzień.

Duże miasta mają ten minus, że są zapchane ludźmi i hałasem, który ludzie wokół siebie tworzą. Pomimo tego, że jestem śpiochem i uwielbiam spać, czasami zdarza mi się wyjść naprawdę wcześnie do pracy i mogę się wtedy delektować spokojem i ciszą jakiego nie często można zaznać w Warszawie. Puste tramwaje też mają swoje zalety. Książkę można poczytać no i  do pracy jadę 35 minut a nie 50, a to już całkiem spora różnica.
Nie da się jednak ukryć, że nawet te poranne chwile względnego spokoju są kłamstwem i jedynie dlatego, że na co dzień jest głośniej, szybciej i bardziej tłoczno, wydają mi się one tak cenne.

Kilka lat temu, nie sądziłem, że chciałbym na stałe zamieszkać w miejscu spokojnym i odludnym. Warszawa spełnia większość moich podstawowych potrzeb. Spełnia też całkiem sporo potrzeb dodatkowych, które umilają i ułatwiają egzystencję, zaczyna jednak powoli męczyć. Czas płynie nieubłaganie do przodu, zmienia mi się ogląd na życie i moje miejsce w świecie.

Czas zmądrzeć ;-)

Loading mentions Retweet
Filed under  //   filozoficznie   życie  
Posted August 10, 2009
// 0 Comments

Zabierzcie im dziecko! Przecież mają bałagan w domu!

- Jak z sali operacyjnej przyszłam, to przynieśli mi wieczorem Różyczkę do karmienia. Taka czarnulka, mówię sobie, do ojca podobna. A potem przyszła pani doktor i powiedziała: "O, pani Woźna, byli tam u was w domu sprawdzić, nie macie zanadto zrobione, wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie. Kazali mi się ubrać i wyjść - mówi Wioletta. Opowiada z pewnym trudem, Władysław jej pomaga: - Pojechałem do szpitala, a tam stali tacy panowie i mówią, że mam zabrać tylko żonę. Nie wiedziałem, co robić, my się tego nie spodziewali, ja nie rozumiem... Czy my nie jesteśmy ludzie? Ja życia w sobie teraz nie mam. Jak Różyczkę zabrali, to może i resztę dzieci nam zabiorą?


Co to za państwo, co za sąd i co za sędzina, która pozwala na odebranie dziecka w taki sposób?!
Jak to "wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie"?! To jakaś kpina jest z Temidy.

Zastanawia się jakim trzeba być człowiekiem, żeby w taki sposób podejść do sprawy. Chciałbym pogadać kiedyś z tą sędziną (wiem wiem nie-mo-żli-we). Wcale nie na temat tej sprawy, tak ogólnie pogadać. Przekonać się jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak rozsądzać. Spróbować się dowiedzieć kiedy w takiej pracy gubi się ludzkie odruchy i poczucie sprawiedliwości. Takie zwykłe, nie to wyuczone z książek. No i poczucie przyzwoitości, kiedy się zatraca? Czy wtedy jak trzeba wypuścić jakiegoś zbrodniarza bo brak mocnych dowodów? A może to wiara we własną nieomylność? Wyuczona sprawiedliwość, bez własnego pomyślunku, bez własnej refleksji...

Wiem, że to nie jest takie proste wszystko, nie zmienia to jednak faktu, że coś jest nie tak, skoro można w taki sposób odebrać komuś noworodka i potraktować jego rodziców jak jakiś żebraków, którzy z ulicy się przypałętali. Ot tak, po prostu kopnąć i powiedzieć "z Bogiem!", ale bez dziecka.
Bieda nikogo nie dyskwalifikuje i nie czyni gorszym rodzicem. Szkoda, że większość kojarzy biedę z draństwem. Gdyby mieli pięknie w domu to nikt by się nawet nimi nie zainteresował. Gdyby byli bogatymi "pracownikami umysłowymi" nikt by im do kuchni nie zaglądał, aby ocenić czy nie ma na stole za wiele okruszków. Czyżby dyskryminacja na tle zasobności portfela? A może pani sędzina miała zły dzień? Wstała lewą nogą, może pokłóciła się z mężem, kochankiem czy kim tam? I zabrakło zrozumienia dla innych? Może sama nie może sobie pozwolić na tyle dzieci ile by chciała bo karierę robi? To oczywiście domysły, które jednak same się nasuwają. Bo ja sobie tego wyjaśnić inaczej nie umiem.

Może ktoś inny umie?

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,6894917,Sad_zabral_dziecko__bo_w_domu_byl_balagan.html

P.S.

Jednej sprawy jeszcze nie kumam. Dlaczego w ogóle do tych ludzi przyszła jakaś inspekcja? Skoro nie było skarg awantur, policja nie przyjeżdżała co chwila itd.?

Loading mentions Retweet
Filed under  //   lewo   prawo   sprawiedliwość  
Posted August 5, 2009
// 0 Comments

W poszukiwaniu prostoty...

Tak naprawdę to już chciałem zrezygnować z tego całego blogopisania. Znudziło mi się. Przestałem "mieć parcie na korzeń", które kazało mi pisać. Dzielić się myślami. Zaczęło mnie dręczyć poczucie bezsensowności mojego na blogasku tworzenia. Niby nigdy mi nie zależało na tym aby dotrzeć do dużej ilości ludzi, z czasem jednak taka potrzeba zaczęła się we mnie pojawiać.
Przestałem czuć parcie, w związku z czym pisałem coraz rzadziej i rzadziej, aż w końcu zupełnie zaprzestałem. Przy najmniej na razie. Irytujące w tym blogopisaniu było to, że musiałem całkiem sporo rzeczy zrobić zanim mogłem opublikować wpis. Dodać tagi, sprawdzić czy plugin od twittera włączony itd. To wkurza, deprymuje i sprawia, że się zwyczajnie przestaje chcieć. Powoli zaczynałem czuć potrzebę rozpoczęcia tego wszystkiego raz jeszcze, ale z innej strony i w inny sposób. No i trafił się Posterous. CoSTa opisał go u siebie, o tutaj. Cholernie mi się pomysł spodobał ze względu na prostotę właśnie. Ponieważ ogólnie starzeję się moje podejście do tego całego WebDwaZero bardzo się zmieniło. Zresztą nie tylko do WWW XXI wieku zmieniłem nastawienie. Cała technologia, którą się do tej pory z taką lubością otaczałem zaczęła mnie przytłaczać. Ja wcale nie chcę być cały czas podpięty do internetu, wcale nie chcę cały czas informować wszystkich dookoła co u mnie słychać, wcale nie chcę grać w jakieś idiotyczne quizy, które zastępują komunikację między ludzką na takim fejsbuku. Okazało się, że wraz z wiekiem i mam nadzieję doświadczeniem wszystkie te nowinki przestają mnie bawić. Ja chcę przede wszystkim móc decydować o tym, co w danej chwili będę robił i nie czuć przy tym wyrzutów sumienia, że powinienem robić coś innego, bo znajomi napisali coś na twitterze, czy zmienili statut gdzie indziej.

Tak więc na razie będę sobie tutaj po cichu pisał, w ukryciu i tajemnicy przed wszystkimi. Jak się rozkręci, puszczę to w świat, jak nie, to umrze śmiercią naturalną.

Loading mentions Retweet
Filed under  //   blogowanie   filozoficznie  
Posted July 30, 2009
// 0 Comments