Zabierzcie im dziecko! Przecież mają bałagan w domu!

- Jak z sali operacyjnej przyszłam, to przynieśli mi wieczorem Różyczkę do karmienia. Taka czarnulka, mówię sobie, do ojca podobna. A potem przyszła pani doktor i powiedziała: "O, pani Woźna, byli tam u was w domu sprawdzić, nie macie zanadto zrobione, wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie. Kazali mi się ubrać i wyjść - mówi Wioletta. Opowiada z pewnym trudem, Władysław jej pomaga: - Pojechałem do szpitala, a tam stali tacy panowie i mówią, że mam zabrać tylko żonę. Nie wiedziałem, co robić, my się tego nie spodziewali, ja nie rozumiem... Czy my nie jesteśmy ludzie? Ja życia w sobie teraz nie mam. Jak Różyczkę zabrali, to może i resztę dzieci nam zabiorą?


Co to za państwo, co za sąd i co za sędzina, która pozwala na odebranie dziecka w taki sposób?!
Jak to "wygląda na to, że dziecka nie dostaniecie"?! To jakaś kpina jest z Temidy.

Zastanawia się jakim trzeba być człowiekiem, żeby w taki sposób podejść do sprawy. Chciałbym pogadać kiedyś z tą sędziną (wiem wiem nie-mo-żli-we). Wcale nie na temat tej sprawy, tak ogólnie pogadać. Przekonać się jakim trzeba być człowiekiem, żeby tak rozsądzać. Spróbować się dowiedzieć kiedy w takiej pracy gubi się ludzkie odruchy i poczucie sprawiedliwości. Takie zwykłe, nie to wyuczone z książek. No i poczucie przyzwoitości, kiedy się zatraca? Czy wtedy jak trzeba wypuścić jakiegoś zbrodniarza bo brak mocnych dowodów? A może to wiara we własną nieomylność? Wyuczona sprawiedliwość, bez własnego pomyślunku, bez własnej refleksji...

Wiem, że to nie jest takie proste wszystko, nie zmienia to jednak faktu, że coś jest nie tak, skoro można w taki sposób odebrać komuś noworodka i potraktować jego rodziców jak jakiś żebraków, którzy z ulicy się przypałętali. Ot tak, po prostu kopnąć i powiedzieć "z Bogiem!", ale bez dziecka.
Bieda nikogo nie dyskwalifikuje i nie czyni gorszym rodzicem. Szkoda, że większość kojarzy biedę z draństwem. Gdyby mieli pięknie w domu to nikt by się nawet nimi nie zainteresował. Gdyby byli bogatymi "pracownikami umysłowymi" nikt by im do kuchni nie zaglądał, aby ocenić czy nie ma na stole za wiele okruszków. Czyżby dyskryminacja na tle zasobności portfela? A może pani sędzina miała zły dzień? Wstała lewą nogą, może pokłóciła się z mężem, kochankiem czy kim tam? I zabrakło zrozumienia dla innych? Może sama nie może sobie pozwolić na tyle dzieci ile by chciała bo karierę robi? To oczywiście domysły, które jednak same się nasuwają. Bo ja sobie tego wyjaśnić inaczej nie umiem.

Może ktoś inny umie?

http://miasta.gazeta.pl/poznan/1,36037,6894917,Sad_zabral_dziecko__bo_w_domu_byl_balagan.html

P.S.

Jednej sprawy jeszcze nie kumam. Dlaczego w ogóle do tych ludzi przyszła jakaś inspekcja? Skoro nie było skarg awantur, policja nie przyjeżdżała co chwila itd.?